Archiwum kategorii ‘przyjaźń’

h1

dylematy moich osobistych budzików

12 Grudzień, 2007 (środa)

Gdyby nie ludzie, którzy mają do mnie cierpliwość w budzeniu, to chyba świat przed dwunastą na ulicach i placach swoich by mnie nie widział. Jakoś tak dziwnie się złożyło, że nieświadomie, jeszcze przez sen, wyłączam wszelkie budziki, zarówno te komórkowe (ostatnio na topie jest “I saw her standing there” w wykonaniu The Beatles oczywiście), te radiowe, jak i te standardowe budziki (w tym ten mój – Garfield miauczący). Żadna z tych rzeczy nic nie daje – w najgorszym przypadku jest po prostu wyłączana, w najlepszym – ląduje ze mną w łóżku.

Najskuteczniejszy, chyba, sposób na obudzenie Arkadka to przejście się kilka razy po pokoju. Jego pokoju. Instynkt obrony własnej jaskini, jaki Arkadek otrzymał po swoich dalekich przodkach zaczyna działać. Otwiera jedno oko i obserwuje intruza. Otwiera drugie oko, spogląda na zegarek i wyraża swoje niezadowolenie. Zazwyczaj wystarcza staropolskie “no k**wa”, coraz częściej międzynarodowe “oh shit”. Tutaj następuje zerwanie nocnej więzi między nim a kołderką, poduszką i łóżkiem.

Podziwiam tych, którym chce się mnie budzić, bo to nie lada wyzwanie. Wyczyn też. Nie wystarczy powiedzieć “Arek, wstawaj 9.00″,  świat nie jest taki prosty, jak się wydaje. Nie wystarczy zaśpiewać nade mną “Kiedy ranne wstają zorza”. Tajemnicą tych wszystkich, którym zlecałem budzenie mnie, są ich uzdolnienia do budzenia mnie. Istne know-how, które jest więcej niż bezcenne ;)

No nic, rozluźniłem się, zostałem obudzony o 4:46 przez współlokatora, a za kilkadziesiąt minut mam pociąg do Warszawy. W drogę.

h1

mistrzostwa europy w przeszłości

17 Listopad, 2007 (sobota)

Wakacje 2000. Pewne mieszkanie w Kaliszu. Duży pokój, który dzisiaj zostałby nazwany salonem (eh, te zachodnie naleciałości). Z telewizora aż huczy, pokój/salon zapakowany ludźmi. Kanapa mieści więcej osób, niż mówiła o tym ulotka w sklepie z meblami. Na fotelach jednoosobowych po dwie sztuki na każdym, aż czasami domownicy martwili się o to, czy oby na pewno się nie zarwą.

Gdzieś tam krząta się Buldek ze swoją włoską fobią. Miejscówkę od czasu do czasu zmienia Ania G, która również była fobią Buldka. Michał H musiał swoje fobie wypośrodkować między futbol a wspomnianą kobietę. Dołóżmy do tego Szymona i Martę, którzy mieli fobię obustronną, no i Frankę, którą właściwie piłka nożna raczej nie interesowała. A! i jeszcze Michał K, którego interesowało wszystko oprócz piłki kopanej. Gdzieś tam przeplatały się osoby trzecie, w tym ja, skromny lokator tego mieszkania ;) Gdzieś indziej walały się butelki z colą, fantą, paczki z chipsami…

Ah! to dopiero były Mistrzostwa Europy! Nie pamiętamy żadnych bramek oprócz tych finałowych, ale z domowej otoczki meczów zapamiętam wiele… Euro 2008 z Polakami będzie niczym w porównaniu z tym, co działo się 7 lat temu :)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.