Archiwum kategorii ‘kobieta’

h1

głos gdzieś za widzami w kinie

18 maj, 2007 (piątek)

Dzisiaj ogólnopolska premiera kinowa bardzo ciekawego, miłego w odbiorze i dotyku filmu – “Przypadki Harolda Cricka” (“Stranger Than Fiction”). Kilka słów i zdań komentarza, a wszystko dotyczyć będzie właściwie tylko jednej kwestii.

Obejrzeliśmy razem z Asią wydanie przedpremierowe – u mnie w mieszkaniu, w pokoju, na łóżku (od dawna wiadomo, że serwuję wszystko, co najlepsze i najświeższe ;-) ), co chwilę zmienialiśmy pozycję podpierania podbródków, głów, ustawienia nóg, itp. Wiecie, co przeszkadzało mi w tym filmie najbardziej? Głos narratorki. Co prawda przyzwyczaiłem się po kilku scenach do tego, że wszystkie zdarzenia komentuje kobieta, ale przypomniał mi się jeden film z youtube, który dzisiaj chciałbym Wam zaprezentować.

Bo narrator powiniem mieć męski głos! Wiem!, jestem szowinistyczną świnią, ale kojarzycie męski, głęboki głos z trailerów amerykańskich filmów? Za każdym razem ten sam, za każdym razem taka sama głębia, ten sam akcent.. zastanawialiście się kiedyś, kto jest po drugiej stronie mikrofonu (a z naszego punktu widzenia – po drugiej stronie głośnika)?

h1

sposób na piątkowy wieczór

11 maj, 2007 (piątek)

3 szklanki mąki, 1 jajko, 5 żółtka, 4 łyżki masła, 5 łyżek gęstej śmietany, cukier puder – około 6 złotych (zapłacone drobniakami z prawej kieszeni kurtki, bo “kartą można od 7,50 zł”).

Oderwanie się od codzienności, ekonomii i polityki, a do tego widok, jak Ukochana oddziela żółtko od białka, miesza wszystko w misie, następnie ugniata…
JJ ugniata ciasto
… i wałkuje ciasto. Później wrzucanie jej dzieł na patelnię, wypełnioną gorącym olejem, mając jednocześnie świadomość, że Ona siedzi i się przygląda. A na sam koniec wspólne rozłożenie się na kanapie z szerokim talerzem zapchanym do granic możliwości chrustamibezcenne.

Asiu… ten układ mi pasuje… Ty przygotowujesz rzeczy słodkie, ja resztę ;-) Dziękuję za miły wieczór :-)

h1

dużo dzieci to eko-przestępstwo

9 maj, 2007 (środa)

Mój znajomy nazywa je “miniaturkami”. Najpierw tylko jedzą i robią w pieluchy (no i przez to śmierdzą, chociaż zapach skóry niemowlaka jest niepowtarzalny). Później dochodzi do tego nagłe zainteresowanie się światem. Raczkowanie, chodzenie, bieganie, wchodzenie na najwyższe szafy w domu, tłuczenie łyżką w talerz, tłuczenie talerza, wyciąganie kwiatków z ziemią z doniczek, tłuczenie doniczek, ciągnięcie za ogon psa.

Ostatni “The Sunday Times” opublikował raport ekologicznego think tanku, mówiący:

“Having large families should be frowned upon as an environmental misdemeanour in the same way as frequent long-haul flights, driving a 4×4 car and failing to reuse plastic bags”
(Posiadanie dużych rodzin powinno być zakazane, podobnie jak częste loty dalekiego zasięgu, jeżdżenie SUVami, czy nie recyklingowanie)

a dalej w raporcie możemy przeczytać:

If couples had two children instead of three they could cut their family’s carbon dioxide output by the equivalent of 620 return flights a year between London and New York.
(Jeśli para miałaby dwójkę zamiast trójki dzieci, spowodowałoby to ograniczenie rodzinnej emisji dwutlenku węgla równe 620 obustronnym lotom na trasie Londyn – Nowy Jork.

A na sam koniec autorzy raportu postulują optymalną liczbę dzieci w rodzinie w wielkości 2. Trochę czuć tutaj Malthusa, ten ponad dwa wieku temu w “Prawie ludności” optymalną liczbę w rodzinie ustalił na poziomie 4… jakoś od tego czasu ludzkość istnieje, ptaszki śpiewają, a rolnictwo (zapewniające pożywienie) ma się dobrze. Ziemkiewicz powiedział kiedyś, że czasami, żeby pokazać głupotę innych ludzi nie trzeba komentować, wystarczy cytować. To właśnie uczyniłem. A swoją drogą ciekawe, co będzie następne? Certyfikaty na rodzenie? Certyfikaty na wychowywanie? Limity na ilość wdychanego tlenu? A może podatek od nadwagi?

h1

czynne zachęcanie do dania w mordę

8 maj, 2007 (wtorek)

Już wiem, dlaczego wczoraj od rana tak strasznie bolał mnie brzuch. Powodem nie było niestrawne jedzenie, kopniak, ani nawet miesiączka (no bo jak?!). Mój brzuch po prostu wiedział, co mnie czeka po powrocie z uczelni i usadowieniu się przed monitorem. Samoistnie przygotował mnie przed ostrą dawką śmiechu – lekko rozgrzał i rozciągnął mięśnie brzucha, o których uczyliśmy się na biologii, a których nazw już kompletnie nie pamiętamy.

Poniedziałkowy przegląd prasy wyglądał standardowo – szybkie przyjrzenie się portalowym nagłówkom i równie szybkie zwrócenie uwagi na jeden z nich – “Poseł: karać kobiety za noszenie mini na drodze”. Myślę sobie “idiota, a nie poseł”, ale ponieważ te pojęcia są coraz częściej zbieżne, klikam i czytam, co nasz parlamentarzysta wymyślił. Miałem cichą nadzieję, że to poseł z jakiegoś afrykańskiego, albo azjatyckiego parlamentu… miałem. Gdy doczytałem do fragmentu o wpisaniu do kodeksu karnego nowego przestępstwa o wymyślnej nazwie – “bierne zachęcanie do seksu”, zachłysnąłem się pitą kawą.

Po pierwsze, “bierne zachęcanie do seksu” to niesamowicie subiektywne określenie, bo co zrobić, jeśli znajdzie się ktoś, kogo “biernie do seksu zachęca” każda z napotkanych osób? Po drugie, wyobraziłem sobie jakieś uściślenie tego przepisu: minimalna długość spódnicy – 30cm, maksymalna odległość między dekoltem a podbródkiem – 8cm, maksymalna powierzchnia odsłoniętego brzucha – 90cm kwadratowych, itd. A po trzecie pomysłodawcy takich pomysłów czynnie zachęcają do dania w mordę.