Zawszyzm – to mnie ostatnio męczy. Zawszyzm pewnie nie jest pewnie czymś nowym na świecie, bo wy również spotykacie się z zawszystami. Zawszyści to najkrócej mówiąc – zwolennicy zawszyzmu.
Jak najkrócej określić zawszyzm? Posłużmy się przykładem. Siadam do komputera w rodzinnym Kaliszu, odpalam komunikator, pocztę, stronę z newsami. Zawsze po mniej więcej 5-10 minutach od tych czynności pojawia się moja Siostra. Aż JJ nie mogła mi uwierzyć w moje “zawsze”, że “zawsze tak jest”.
Siostra jest zapaloną zawszystką – wczoraj na przykład włączam około 23:00 komputer, żeby sobie pogawędzić z JJ. Wszystkie znaki na niebie, ziemi i komórce naszej (mojej i Siostry) Rodzicielki wskazywały, że Siostra jest daleko, w pubie, co najmniej 4 kilometry od miejsca, gdzie rozkrywa się cała akcja. Delikatnymi ruchami wpisuję hasło dostępu w komunikatorze, później hasło na swojej poczcie… zaczynam sobie myśleć, że być może mojej Siostrze zawszyzm przeszedł, albo został chwilowo uśpiony. Wcale nie! Nie minęło 10 minut, jak ta zawszystka zadzwoniła najpierw domofonem, później do drzwi mieszkania. W następne 30 sekund rozpłaszczyła się, opanowała mój pokój i powiedziała “mogę na internet?”.
I co z takimi zawszystami począć?
