Archiwum kategorii ‘Bruksela’

h1

podsumowanie tych kilkuset dni

10 styczeń, 2008 (czwartek)

Jaki był rok 2007? “Nijaki” chciałoby się powiedzieć, w porównaniu do swojego poprzednika. Poprzednik miał swoją piosenkę roku, miał wyprawę życia.. ah, jak sobie przypomnę te debilstwa roku 2006, imprezy tematyczne i beztematyczne.. mogłem przecież skończyć na wózku inwalidzkim po naszych wyczynach.. właściwie mogliśmy, a najbardziej prawdopodobne, że mogliście (do 2 osobników). Rok 2006 miał ludzi roku (statuetek nie rozdawałem, ale kategorii było niewiele). No i podsumowałem go parafrazując Carlsberga “2006 – probably the best year in my life”.

Trzeba ustawić poprzeczkę wysoko, przed tym nowym, 2008. Przecież nie można skubanemu powiedzieć “cokolwiek się nie stanie, to i tak będziesz lepszy, niż w 2007″. Przecież na pewno coś istotnego wydarzyło się..

Przyjaciele. Więcej osób dołączyło do tego grona, niż “się odjęło”. I o dziwo, okazuje się, że przyjaźń przy widzeniu się kilka razy do roku, chyba jest możliwa (to do tej doradzając i tej, której doradzałem – to ta sama osoba ;) ). Przede wszystkim, MVP tej kategorii to Gościu, który wchodził w rok 2007 kompletnie tego nieświadomy, ale za to kończył go z klasą i “w eleganckim, źle zawiązanym krawacie” ;) Dzięki.

Podróże. Po pierwsze te małe, nad polskie morze. W towarzystwie osób trzecich, kiedy to w ostatnim momencie, niemal w środku nocy, wpadałem do pociągu, aby dołączyć do braci podróżującej. No i w towarzystwie tylko JJednej osoby.
Po drugie te podróże w samotności, wielokrotne, albo w najdalszy kraniec Polski, albo do sąsiednich województw – polubiłem.
Po trzecie ta zagraniczna z JJ. Miło było spać znów pod tym samym stoiskiem z frytkami na lotnisku Frankfurt-Hahn, zobaczyć jeszcze raz Hiszpanię z bliska i Afrykę z daleka. Z przyjemnością było odkrywać w dwójkę wąskie uliczki Jerez, Kadyksu, czy Tarify. I nawet “ja pierdole” osoby towarzyszącej, wynikające ze zbyt szybkiego narzuconego tempa odkrywania obcej kultury, nie przeszkadzało. Ha! nawet Mediolan mi się spodobał, odkrywanie jego uliczek i placów w samotności, sklepów w towarzystwie JJ, a przede wszystkim jednego parku w towarzystwie wyżej wymienionej, i Magdy, i Katrin… i kilkuset Erasmusowców z butelkami w dłoniach.
Po czwarte, te planowane podróże, które nigdy nie doszły do skutku – lutowy Mediolan i grudniowa Bruksela – o tym też pamiętam.

Studia. Dostałem się na drugi kierunek – stosunki międzynarodowe. Sukces! :) Po 2 tygodniach studiowania zrezygnowałem. Porażka :(

Imprezki. Wiele ich było, ale się nie będę rozdrabniał.. i niech szczegóły zostaną między nami, ok? ;)

Mieszkanie. Wynająłem ładne, 2-pokojowe, 60m2, w centrum Poznania… resztę pozostawię to bez komentarza ;)

I to by było na tyle, a co przyniesie rok 2008?

h1

koniec brukselskich wątpliwości

3 grudzień, 2007 (poniedziałek)

Pamiętacie pewnie, jak rozważałem wyjazd, a właściwie wylot do Brukseli? Wobec tego z przyjemnością pragnę poinformować, że samolot do Brukseli startuje z katowickiego lotniska 15. grudnia o godzinie 15:45, a w Belgii ląduje 2 godziny później. Warto dodać, że na pokładzie samolotu będzie kawa w promocyjnej cenie 3euro za kubek (kawa i rogalik za 4,5euro), paczka orzeszków ziemnych za 5euro i pamiątkowa miniaturka samolotu Wizzair za jedyne 15euro… Ba! czego tam nie będzie!

Ano mnie nie będzie. Co prawda promocyjna cena utrzymywała się niesamowicie długo (do końca listopada) i cały czas kusiła. Chyba nadal trochę kusi. Dlaczego nie jadę? Musiałbym wracać autostopem, a jakoś człowiek z wiekiem zaczyna analizować szanse i ryzyka podróżowania autostopem.. i jakoś temu człowiekowi nie chce się marznąć w południowej Belgii z wyciągniętym kciukiem i nadzieją, że ktoś się zatrzyma.

Za to będzie podróż pocieszenia! – w ten weekend. Ostrzegam następujące miasta: Wrocławiu (starzy dobrzy zwariowani znajomi) i Szklarska Porębo (3-dniowa konferencja naukowa), nadchodzę! :)

h1

linie lotnicze (chyba) mnie lubią

16 listopad, 2007 (piątek)

Z pośpiechem załatwiałem w środę sprawy wszelkie. To tu, to tam, wszystko było zapięte na ostatnio guzik, bo wiedziałem, że o północy mija ten magiczny termin.

Termin, po którym nie będzie można już kupić promocyjnych biletów lotniczych do stolicy europejskiego supermocarstwa – Brukseli (tak to już bywa, że o godzinie 23:59 coś kosztuje X, a 2 minuty później cena tego czegoś to 2000% X). Już wszystko załatwione, obdzwonieni znajomi, Ważne Osoby, a zewsząd słyszę:
– Tak, jest oczywiście termin dla Twojego referatu,
– Miejsca noclegowe już załatwione,
– Wejściówka do Parlamentu Europejskiego na Pana nazwisko będzie zarezerwowana.

Wszystko jednak rozbija się o jeden mały szczegół, bo… Dolecieć – dolecę. Spotkać się – spotkam. Wygłosić referat – wygłoszę (a nawet wygłosimy – ukłon w kierunku Asi M.). Porozmawiać – porozmawiamy. Tym szczegółem jest problem z transportem powrotnym. Autobus? Cholernie drogi. Pociąg? Droższy niż autobus. Samolot? Zsumuj cenę najtańszego przejazdu autobusem i pociągiem, dodaj 20euro i ujrzysz cenę przelotu w okresie przedświątecznym. Autostop? Tak, zostaje autostop.

W przemyśleniach o sensie wyjazdu do Brukseli się rozpływam, gdy mija godzina 22:00 i oznajmiam mojemu Przyjacielowi (cytuję) “Pierdolę, nie jadę”. Po północy wracam do domu, włączam komputer, a on informuje mnie, że Wizzair przedłużył promocję (a jednocześnie mój czas przemyśleń) do poniedziałku…

Jak to nazwać? Przeznaczenie? Znak z Niebios? Ironia losu? Znak z Węgier? Jakkolwiek tego nie nazwę, wracamy do punktu startu – mam jeszcze niecałe 93 godziny na podjęcie kolejnej decyzji.