Archiwum z listopad, 2007

h1

mistrzostwa europy w przeszłości

17 listopad, 2007 (sobota)

Wakacje 2000. Pewne mieszkanie w Kaliszu. Duży pokój, który dzisiaj zostałby nazwany salonem (eh, te zachodnie naleciałości). Z telewizora aż huczy, pokój/salon zapakowany ludźmi. Kanapa mieści więcej osób, niż mówiła o tym ulotka w sklepie z meblami. Na fotelach jednoosobowych po dwie sztuki na każdym, aż czasami domownicy martwili się o to, czy oby na pewno się nie zarwą.

Gdzieś tam krząta się Buldek ze swoją włoską fobią. Miejscówkę od czasu do czasu zmienia Ania G, która również była fobią Buldka. Michał H musiał swoje fobie wypośrodkować między futbol a wspomnianą kobietę. Dołóżmy do tego Szymona i Martę, którzy mieli fobię obustronną, no i Frankę, którą właściwie piłka nożna raczej nie interesowała. A! i jeszcze Michał K, którego interesowało wszystko oprócz piłki kopanej. Gdzieś tam przeplatały się osoby trzecie, w tym ja, skromny lokator tego mieszkania ;) Gdzieś indziej walały się butelki z colą, fantą, paczki z chipsami…

Ah! to dopiero były Mistrzostwa Europy! Nie pamiętamy żadnych bramek oprócz tych finałowych, ale z domowej otoczki meczów zapamiętam wiele… Euro 2008 z Polakami będzie niczym w porównaniu z tym, co działo się 7 lat temu :)

h1

linie lotnicze (chyba) mnie lubią

16 listopad, 2007 (piątek)

Z pośpiechem załatwiałem w środę sprawy wszelkie. To tu, to tam, wszystko było zapięte na ostatnio guzik, bo wiedziałem, że o północy mija ten magiczny termin.

Termin, po którym nie będzie można już kupić promocyjnych biletów lotniczych do stolicy europejskiego supermocarstwa – Brukseli (tak to już bywa, że o godzinie 23:59 coś kosztuje X, a 2 minuty później cena tego czegoś to 2000% X). Już wszystko załatwione, obdzwonieni znajomi, Ważne Osoby, a zewsząd słyszę:
– Tak, jest oczywiście termin dla Twojego referatu,
– Miejsca noclegowe już załatwione,
– Wejściówka do Parlamentu Europejskiego na Pana nazwisko będzie zarezerwowana.

Wszystko jednak rozbija się o jeden mały szczegół, bo… Dolecieć – dolecę. Spotkać się – spotkam. Wygłosić referat – wygłoszę (a nawet wygłosimy – ukłon w kierunku Asi M.). Porozmawiać – porozmawiamy. Tym szczegółem jest problem z transportem powrotnym. Autobus? Cholernie drogi. Pociąg? Droższy niż autobus. Samolot? Zsumuj cenę najtańszego przejazdu autobusem i pociągiem, dodaj 20euro i ujrzysz cenę przelotu w okresie przedświątecznym. Autostop? Tak, zostaje autostop.

W przemyśleniach o sensie wyjazdu do Brukseli się rozpływam, gdy mija godzina 22:00 i oznajmiam mojemu Przyjacielowi (cytuję) “Pierdolę, nie jadę”. Po północy wracam do domu, włączam komputer, a on informuje mnie, że Wizzair przedłużył promocję (a jednocześnie mój czas przemyśleń) do poniedziałku…

Jak to nazwać? Przeznaczenie? Znak z Niebios? Ironia losu? Znak z Węgier? Jakkolwiek tego nie nazwę, wracamy do punktu startu – mam jeszcze niecałe 93 godziny na podjęcie kolejnej decyzji.