Dzisiaj ogólnopolska premiera kinowa bardzo ciekawego, miłego w odbiorze i dotyku filmu – “Przypadki Harolda Cricka” (“Stranger Than Fiction”). Kilka słów i zdań komentarza, a wszystko dotyczyć będzie właściwie tylko jednej kwestii.
Obejrzeliśmy razem z Asią wydanie przedpremierowe – u mnie w mieszkaniu, w pokoju, na łóżku (od dawna wiadomo, że serwuję wszystko, co najlepsze i najświeższe
), co chwilę zmienialiśmy pozycję podpierania podbródków, głów, ustawienia nóg, itp. Wiecie, co przeszkadzało mi w tym filmie najbardziej? Głos narratorki. Co prawda przyzwyczaiłem się po kilku scenach do tego, że wszystkie zdarzenia komentuje kobieta, ale przypomniał mi się jeden film z youtube, który dzisiaj chciałbym Wam zaprezentować.
Bo narrator powiniem mieć męski głos! Wiem!, jestem szowinistyczną świnią, ale kojarzycie męski, głęboki głos z trailerów amerykańskich filmów? Za każdym razem ten sam, za każdym razem taka sama głębia, ten sam akcent.. zastanawialiście się kiedyś, kto jest po drugiej stronie mikrofonu (a z naszego punktu widzenia – po drugiej stronie głośnika)?
