Jaki był rok 2007? “Nijaki” chciałoby się powiedzieć, w porównaniu do swojego poprzednika. Poprzednik miał swoją piosenkę roku, miał wyprawę życia.. ah, jak sobie przypomnę te debilstwa roku 2006, imprezy tematyczne i beztematyczne.. mogłem przecież skończyć na wózku inwalidzkim po naszych wyczynach.. właściwie mogliśmy, a najbardziej prawdopodobne, że mogliście (do 2 osobników). Rok 2006 miał ludzi roku (statuetek nie rozdawałem, ale kategorii było niewiele). No i podsumowałem go parafrazując Carlsberga “2006 - probably the best year in my life”.
Trzeba ustawić poprzeczkę wysoko, przed tym nowym, 2008. Przecież nie można skubanemu powiedzieć “cokolwiek się nie stanie, to i tak będziesz lepszy, niż w 2007″. Przecież na pewno coś istotnego wydarzyło się..
Przyjaciele. Więcej osób dołączyło do tego grona, niż “się odjęło”. I o dziwo, okazuje się, że przyjaźń przy widzeniu się kilka razy do roku, chyba jest możliwa (to do tej doradzając i tej, której doradzałem - to ta sama osoba
). Przede wszystkim, MVP tej kategorii to Gościu, który wchodził w rok 2007 kompletnie tego nieświadomy, ale za to kończył go z klasą i “w eleganckim, źle zawiązanym krawacie”
Dzięki.
Podróże. Po pierwsze te małe, nad polskie morze. W towarzystwie osób trzecich, kiedy to w ostatnim momencie, niemal w środku nocy, wpadałem do pociągu, aby dołączyć do braci podróżującej. No i w towarzystwie tylko JJednej osoby.
Po drugie te podróże w samotności, wielokrotne, albo w najdalszy kraniec Polski, albo do sąsiednich województw - polubiłem.
Po trzecie ta zagraniczna z JJ. Miło było spać znów pod tym samym stoiskiem z frytkami na lotnisku Frankfurt-Hahn, zobaczyć jeszcze raz Hiszpanię z bliska i Afrykę z daleka. Z przyjemnością było odkrywać w dwójkę wąskie uliczki Jerez, Kadyksu, czy Tarify. I nawet “ja pierdole” osoby towarzyszącej, wynikające ze zbyt szybkiego narzuconego tempa odkrywania obcej kultury, nie przeszkadzało. Ha! nawet Mediolan mi się spodobał, odkrywanie jego uliczek i placów w samotności, sklepów w towarzystwie JJ, a przede wszystkim jednego parku w towarzystwie wyżej wymienionej, i Magdy, i Katrin… i kilkuset Erasmusowców z butelkami w dłoniach.
Po czwarte, te planowane podróże, które nigdy nie doszły do skutku - lutowy Mediolan i grudniowa Bruksela - o tym też pamiętam.
Studia. Dostałem się na drugi kierunek - stosunki międzynarodowe. Sukces!
Po 2 tygodniach studiowania zrezygnowałem. Porażka
Imprezki. Wiele ich było, ale się nie będę rozdrabniał.. i niech szczegóły zostaną między nami, ok?
Mieszkanie. Wynająłem ładne, 2-pokojowe, 60m2, w centrum Poznania… resztę pozostawię to bez komentarza
I to by było na tyle, a co przyniesie rok 2008?