h1

Po cichu na paluszkach..

30 czerwiec, 2008 (poniedziałek)

… skradłem się do tego pokoiku, gdzie kiedyś zostawiałem swoje myśli. Czasami głupie, czasami głupsze, ale zawsze tutaj zostawały.

A teraz tutaj wróciłem, bo mi się nudzi trochę w pracy, więc - napiszę to i owo. O tym i o owym. Muszę tylko uważać, żeby szefostwo się nie zorientowało, przełożeni i współpracownicy - bo to zbrodnia, gdy chce się napisać to, co ślina na język przyniesie. A właściwie palce na klawiaturę - żeby być absolutnie dokładnym.

Niech będzie zbrodnia. Ale bez kary.

h1

tym razem coś ciekawego tylko dla oka

4 luty, 2008 (poniedziałek)

Zwycięstwo w tegorocznym Super Bowl przypadło zespołowi New York Giants. Nic mnie nie obchodzą faceci w kaskach i wszelkiego typu ochraniaczach, biegający za piłką, która w dodatku nie jest okrągła. Głupie i niesmaczne.

Moją uwagę raczej przykuwa cała otoczka medialna. Amerykańskie ulicy w dzień takiego finału pustoszeją. No i te przerwy reklamowe - puszczenie 30-sekundowego spotu kosztuje 3 mln zielonych.

Właśnie a propos pewnej reklamy na Super Bowl jest ten wpis. W tym roku po raz pierwszy została wyświetlona reklama dla głuchoniemych.  Zobaczcie:

 

h1

coś przyjemnego dla oka i ucha

26 styczeń, 2008 (sobota)

Reklama BMW. Jakoś w tym kraju pewni łysi panowie w materiałowych spodnia z trzema paskami po boku sprawili, że Bety źle się kojarzą.. a to przecież wspaniałe samochody.
Reżyseria Guy Ritchie. Każdy, kto mnie dobrze zna, wie, że jestem zakochany w reżyserce Guy’a Ritchie’go. Potrafię po raz setny obejrzeć “Snatch”, czy “Lock, Stock and Two Smoking Barrels” i się nie nudzić, powtarzając niektóre teksty na głos. Cały czas staram się rozszyfrować “Revolver’a”. I czekam z niecierpliwością na “RocknRolla”, który ma pojawić się w amerykańskich kinach już (?!) 3 października br.

Połączono te dwa motywy, dodano w rolach głównych żonę Ritchie’go oraz Clive’a Owen’a (mmmmmrrr… ten jego brytyjski akcent)… a teraz zobaczcie, co z tego wyszło:

h1

podsumowanie tych kilkuset dni

10 styczeń, 2008 (czwartek)

Jaki był rok 2007? “Nijaki” chciałoby się powiedzieć, w porównaniu do swojego poprzednika. Poprzednik miał swoją piosenkę roku, miał wyprawę życia.. ah, jak sobie przypomnę te debilstwa roku 2006, imprezy tematyczne i beztematyczne.. mogłem przecież skończyć na wózku inwalidzkim po naszych wyczynach.. właściwie mogliśmy, a najbardziej prawdopodobne, że mogliście (do 2 osobników). Rok 2006 miał ludzi roku (statuetek nie rozdawałem, ale kategorii było niewiele). No i podsumowałem go parafrazując Carlsberga “2006 - probably the best year in my life”.

Trzeba ustawić poprzeczkę wysoko, przed tym nowym, 2008. Przecież nie można skubanemu powiedzieć “cokolwiek się nie stanie, to i tak będziesz lepszy, niż w 2007″. Przecież na pewno coś istotnego wydarzyło się..

Przyjaciele. Więcej osób dołączyło do tego grona, niż “się odjęło”. I o dziwo, okazuje się, że przyjaźń przy widzeniu się kilka razy do roku, chyba jest możliwa (to do tej doradzając i tej, której doradzałem - to ta sama osoba ;) ). Przede wszystkim, MVP tej kategorii to Gościu, który wchodził w rok 2007 kompletnie tego nieświadomy, ale za to kończył go z klasą i “w eleganckim, źle zawiązanym krawacie” ;) Dzięki.

Podróże. Po pierwsze te małe, nad polskie morze. W towarzystwie osób trzecich, kiedy to w ostatnim momencie, niemal w środku nocy, wpadałem do pociągu, aby dołączyć do braci podróżującej. No i w towarzystwie tylko JJednej osoby.
Po drugie te podróże w samotności, wielokrotne, albo w najdalszy kraniec Polski, albo do sąsiednich województw - polubiłem.
Po trzecie ta zagraniczna z JJ. Miło było spać znów pod tym samym stoiskiem z frytkami na lotnisku Frankfurt-Hahn, zobaczyć jeszcze raz Hiszpanię z bliska i Afrykę z daleka. Z przyjemnością było odkrywać w dwójkę wąskie uliczki Jerez, Kadyksu, czy Tarify. I nawet “ja pierdole” osoby towarzyszącej, wynikające ze zbyt szybkiego narzuconego tempa odkrywania obcej kultury, nie przeszkadzało. Ha! nawet Mediolan mi się spodobał, odkrywanie jego uliczek i placów w samotności, sklepów w towarzystwie JJ, a przede wszystkim jednego parku w towarzystwie wyżej wymienionej, i Magdy, i Katrin… i kilkuset Erasmusowców z butelkami w dłoniach.
Po czwarte, te planowane podróże, które nigdy nie doszły do skutku - lutowy Mediolan i grudniowa Bruksela - o tym też pamiętam.

Studia. Dostałem się na drugi kierunek - stosunki międzynarodowe. Sukces! :) Po 2 tygodniach studiowania zrezygnowałem. Porażka :(

Imprezki. Wiele ich było, ale się nie będę rozdrabniał.. i niech szczegóły zostaną między nami, ok? ;)

Mieszkanie. Wynająłem ładne, 2-pokojowe, 60m2, w centrum Poznania… resztę pozostawię to bez komentarza ;)

I to by było na tyle, a co przyniesie rok 2008?

h1

zawszyzm - nowa niszczycielska idelogia

27 grudzień, 2007 (czwartek)

Zawszyzm - to mnie ostatnio męczy. Zawszyzm pewnie nie jest pewnie czymś nowym na świecie, bo wy również spotykacie się z zawszystami. Zawszyści to najkrócej mówiąc - zwolennicy zawszyzmu.

Jak najkrócej określić zawszyzm? Posłużmy się przykładem. Siadam do komputera w rodzinnym Kaliszu, odpalam komunikator, pocztę, stronę z newsami. Zawsze po mniej więcej 5-10 minutach od tych czynności pojawia się moja Siostra. Aż JJ nie mogła mi uwierzyć w moje “zawsze”, że “zawsze tak jest”.
Siostra jest zapaloną zawszystką - wczoraj na przykład włączam około 23:00 komputer, żeby sobie pogawędzić z JJ. Wszystkie znaki na niebie, ziemi i komórce naszej (mojej i Siostry) Rodzicielki wskazywały, że Siostra jest daleko, w pubie, co najmniej 4 kilometry od miejsca, gdzie rozkrywa się cała akcja. Delikatnymi ruchami wpisuję hasło dostępu w komunikatorze, później hasło na swojej poczcie… zaczynam sobie myśleć, że być może mojej Siostrze zawszyzm przeszedł, albo został chwilowo uśpiony. Wcale nie! Nie minęło 10 minut, jak ta zawszystka zadzwoniła najpierw domofonem, później do drzwi mieszkania. W następne 30 sekund rozpłaszczyła się, opanowała mój pokój i powiedziała “mogę na internet?”.

I co z takimi zawszystami począć?